Kiedy rano przyjechałem na konwent, na miejscu zebrało się już z dziesięć osób, czekających na sesje.
I nikogo chętnego do sesji w The Shadow of Yesterday. Ludzie wpadający na konwent jadą zagrać w coś co znają, lub w coś o czymś słyszeli i chcieli by to zobaczyć na żywo.
Xiselektor zapowiedział że wpadnie, ale jak okazało się, nie mógł tego dnia z powodów zdrowotnych wpaść do nas. Widzicie? Fani gry chociaż nieliczni, są do powstrzymania tylko przez poważne sprawy.
Ostatecznie jednak sesja TSoY odbyła się – spotkałem się na dwie niezdecydowane panie, które chciały zagrać ze swoim znajomym, jednak z jakiś powodów nie mogły. Kiedy mój umysł wreszcie zaczął normalnie myśleć, przypomniałem sobie, że znam jedną z nich. Tak więc zaprosiłem obie dziewczyny do niezobowiązującej sesji fantasy.
Traf chciał, że kiedy poprzedniego dnia tworzyłem postacie do scenariusza, bazującego na prostej przygodzie stworzonej przez samego autora (Rat Moon Rising), dałem postaciom podwójne imiona – męskie i damskie – do wyboru. Nie oczekujcie, że na waszej sesji może zagrać kobieta – bądźcie na to przygotowani.To była najlepsza sesja TSoY ever którą prowadziłem. Kiedy Beata i Magda zdecydowały się, że obie są kochankami dowódcy oddziału, który zaginął w ruinach na granicy, wiedziałem, że ta gra będzie inna. Dodajcie do tego kwestię, że jedna z nich grała mężczyzną. (Nie, na sesji nie było żadnych scen erotycznych).
Koniec końców, wymieniliśmy się telefonami po sesji, chcąc w przyszłości dalej kontynuować grę. Swoją drogą, powiedziały, że gra jest bardzo prosta – jedynie czego na sesji nie wykorzystaliśmy to zasad Zmagań.
Bałem się tej sesji. Żyłem stereotypem, że dziewczyny czerpią przyjemność z grania w inny sposób niż faceci (mniej akcji, więcej rozmów). Nie powiem, że to bzdura, ale tutaj było inaczej. Ostatecznie scenariusz jest na tyle elastyczny, że to od graczy zależało, jak rozwiążą sprawę.
Potem nastąpiła obiadowa przerwa w pobliskim barze w towarzystwie krakowskiej grupy uderzeniowej. Początkowo myślałem, że jedna sesja TSoY to będzie wszystko, jednak myliłem się. Wpadło dwóch moich znajomych, no to jak miałem im nie poprowadzić.Ostatecznie jednak sesja nie wyszła jakoś super. Maciek (jeden z moich znajomych) starał się dużo rzeczy wykonywać poza mechaniką i zły sposób wyobraził sobie koncepcję – nie jesteśmy drużyną, tylko grupą ludzi z różnymi motywacjami. Oczywiście, to nie jego wina – jeżeli ktoś ma mocne przyzwyczajenia rpgowe, 3 godzinna sesja to za mało, aby nauczyć się i zacząć korzystać z nowych technik i mechanizmów.
Wojtek (drugi z moich znajomych), który już grał ze mną w TSoY, wiedział już o co biega w grze – silnie pchał grę w wybranym przez siebie kierunku. Niestety , stworzone postacie miały pewną specyfikę która nie do końca podobała Wojtkowi i kiedy zaczął swoją postać w podczas gry zadziałał mi mechanizm obronny, że coś takiego może zepsuć grę. Niepotrzebnie, jednak.
Rafał był trzecim graczem, pochodzącym z Krakowa. Generalnie widzę, że chociaż miał problemy na początku, potem zaczął się rozkręcać. Jednak 3 godzinna sesja (minus 30 minut wyjaśnień), to mało.
Ostatecznie problem polegał na tym, że oprócz Wojtka, nikt nie znał tych realiów. Nie chodzi tutaj o mechanikę, ale zwyczajnie o konwencję.
Ignacy przypomniał nam pod sam koniec, że musimy kończyć – ale de facto i tak kończyliśmy.
Bardzo mało opisywałem. Tak naprawdę sesję zapełniona była przez dialogi oraz akcję. Ten sam scenariusz mógłbym poprowadzić na 5 godzinnej sesji, wypełnić go większą ilością detali i sytuacji.
Sam konwent wyszedł bardzo konkretnie. Jeżdżę na konwenty głównie, aby prowadzić sesje rpg. Owszem, może poprowadzę jakąś prelekcje, pójdę poskakać na ddr i pogram w planszówki, ale wszystko poza graniem jest dla mnie zbędne. Tutaj tylko graliśmy i to było super.
Niestety, było za mało czasu. Po sesji fajnie pogadać o graniu, czy o sesji w którą się właśnie grało. Jednak nie narzekam aż tak bardzo. Miałem czas na wszystko – opowiadanie o TSoY zainteresowanym ludziom, prowadzenie sesji, rejestrowanie ludzi w wyszukiwarce mistrzów i graczy (http://wmig.erpg.pl), poznawanie osób, które chcą ze mną grać w przyszłości i na jedzenie.
Po konwencie udaliśmy się z paroma osobami do pobliskiego zajazdu, gdzie przy piwie i żarełku porozmawialiśmy już na luzie, nie tylko o rpg.
Ps. Mała niespodzianka autorstwa Jagmina i Gunardana


“To była najlepsza sesja TSoY ever którą prowadziłem” – cóż, dzięki.
Jakby nie patrzeć – my możemy powiedzieć dokładnie to samo, jeśli chodzi o granie (nie, wcale nie była to nasza jedyna sesja TSoY w ogóle ;D) I kiedyś trzeba będzie dokończyć przygodę…
Dokładnie, jutro do Was zadzwonię.